Krasnoluddzcy zabójcy
21/02/2008
Potężni, wytatuowani o różnobarwnych włosach…
Samotna górska strażnica została otoczona… Połączone oddziały 10 czarnych i 60 zwykłych orków były widoczne dla krasnoludzkiego oddziału. Tak było kilka dni wcześniej, ale bełty krasnoludzkich kuszy stopniowo zmniejszały zastępy zielonoskórych. Niestety zapasy bełtów wkrótce się skończyły, a nie zanosiło się, żeby dostali wsparcie.
“Przeklęci zieloni! Tak sobie właśnie myślę czemu tak długo decydują jaką śmiercią mają umrzeć? Wcześniej czy później, ich cierpliwość skończy się i zaczną szturmować, eh Sierżancie?”
“A nie powinieneś pomyśleć raczej o dołączenie do twych przodków w Księdze Wojowników, co Brokk?” Odpowiedział sierżant Durak.
“Ja to widzę tak: niebo jest czyste, a dzień ciepły. Czy może być lepszy dzień na spotkanie się z naszymi przodkami, wkraczając w ich poczet z sześcioma orczymi głowami zdobiącymi mój pas?”
“Ja sądzę że powinieneś myśleć o więcej niż sześciu… W końcu jeden z nas musi skończyć tą walkę stojąc z toporem w garści. Jak inaczej będą śpiewać o naszych czynach? Co teraz te psie odłogi robią? Na brodę Grungniego! Te piekielne pomioty ciągną taran. Brokk, dzwoń na alarm! Czekanie dobiegło końca!”
Krasnoludzkie kusze wystrzeliły w stronę szarżujących orków z minimalnym efektem. Padło dziesięciu orków zanim zapasy bełtów skończyły się. Zablokowane wrota strażnicy jęczały pod kolejnymi uderzeniami orczego tarana. Krasnoludy wiedziały, że wrota choć dobrze zrobione są stare i nie utrzymają długo naporu zielonych barbarzyńców. Krasnoludy zdecydowały że z honorem dołączą do swoich przodków. W końcu drzwi puściły, fala orków wlała się do strażnicy w której czekali żądni krwi obrońcy. W pierwszym starciu zginęły dwa czarne orki i sześć zwykłych, niestety również dwóch przedstawicieli honorowej rasy poległo pod naporem przeciwnika. Walka od samego początku była przegrana dla krasnoludów.
Nagle, przeraźliwe krzyki umierających orków zmieszane z rykiem żądnym krwi rozniosły się w powietrzu. Pochodziły z drugiej strony rozbitej bramy. Dwóch odwiecznych wrogów wstrzymało walkę, aby sprawdzić co za istota jest zdolna do wydawania tych przeraźliwych odgłosów, które wywoływały ciarki u wszystkich obecnych na polu walki. W rozbitej bramie stał krasnolud, z piana dobywającą się z ust jak u wściekłego psa, o dzikim spojrzeniu, wytatuowanej twarzy i pomarańczowych włosach. Durak szybko rzucił okiwm na stojącą postać, i zobaczył w jej dłoniach wielki dwuręczny topór o dwóch ostrzach. Na twarzy nowoprzybyłego widoczne były niemalże rytualne blizny. Część z nich, jak ocenił Durak musiała zostać wyryte prze wielkie szponiaste łapy.
“Na zakrwawione kości Grungniego” to wszystko co Durak mógł wymamrotać zanim szalony krasnolud rzucił się w zastępy orków. Walka była krótka, szalona i krwawa. W jednaj chwili czarne i zwykłe orki zostały rozczłonkowane nie do poznania. Cały pokryty krwią i posoką krasnolud stanął patrzą na pocącego się Duraka. Podczas patrzenia na obrońcę swego życia Durak rozpoznał w oczach pełnego blizn, wytatuowanego krasnoluda więzy łączące wszystkich przedstawicieli ich rasy. Po pobieżnych obserwacjach zakrwawiony krasnolud obrócił się plecami do Duraki i bez słowa wyruszył poszukiwać swego przeznaczenia
“Na przodków, Sierżancie. Nigdy nie widziałem Zabójcy Gigantów który by walczył tak niezawodnie i szybko! Wyglądał i zachowywał się jakby go demon opanował!” bełkotał śliniąc się Brokk, ciągle otumaniony i z trwogą w oczach.
“Brokk, to nie był zabójca Gigantów.” Odpowiedział Durak z szacunkiem w głosie. “Kiedy moje oczy zatrzymały się na jego bliznach, rozpoznałem w nich rytualne znaki legendarnych Zabójców Smoków. Nie sądziłem że jeszcze można ich spotkać. Efektywność jego ataków i ilość zielonoskórych pomiotów która zginęła od jego potężnych ciosów zdają się być nawet większe od opisów Zabójców Smoków które słyszałem. To co uczynił, pasuje tylko do dzieła mitycznych Zabójców Demonów. Sądziłem że są oni jedynie opowieściami naszych przodków, jednak to co przeżyliśmy jest dowodem że to nie tylko opowieści.”
Zabójcy w krasnoludzkim społeczeństwie.
Zostanie Zabójcą Trolli nie jest przejściem na profesję które krasnoludy robią z przyjemnością. Krasnoludzka psychika, z głównym zwróceniem uwagi na honor i reputację zezwala przejście na tą profesję z każdej innej. Zostanie Zabójcą Trolli nie jest wyborem, a raczej przymusem. Jeśli krasnolud dopuścił się dyshonoru, upokorzenia, lub zostanie wydalony ze swego klanu jedynym odkupieniem jest honorowa śmierć w walce z silniejszym przeciwnikiem. Do takich upokarzających aktów zalicza się np.: uśnięcie na straży (przez co przeciwnik przejdzie niezauważony, a na alarm będzie już za p

Leave a Reply